...z cyklu: opowieści różne

"na Gorzów! pomścimy tych, którzy nie zdążyli!"
No i ta ciągła niepewność: pociąg zaczeka? ...czy nie zaczeka? Niewielki problem, gdy jeszcze tego samego dnia będzie następny. Większy, gdy już nie będzie. I nie ma znaczenia, czy na przesiadkę masz 15 minut czy godzinę, bo pociągi spóźniają się różnie. Przedostatnio np. było to 90 minut.
Ale nie o tym chciałam pisać.
Odkąd pociągi stały się częścią mojego życia (wiele mówi fakt, że czasem pan sprzedający kawę w pociągu na mój widok pyta: "dla pani to co zwykle?"), wielokrotnie miałam okazję "zajrzeć" w życie innych. Nie, nie prowadzę przesłuchań. Nie zadaję pytań, nie wyciągam z ludzi informacji. Jestem raczej biernym sluchaczem. Po prostu.
Różne to były opowieści. Kilka z nich mogłoby posłużyć jako scenariusze do ciekawych i pod kątem fabuły - skomplikowanych filmów. Czasem chodzi tylko o to, aby jakoś zabić czas. Kiedyś pomogłam pewnemu obcokrajowcowi wyplątać się z przygody polegającej na tym, że biedak pomylił pociągi. To nie jest chyba najlepsze rozwiązanie, gdy z tego samego dworca dokładnie o tej samej godzinie jednocześnie odjeżdżają pociągi relacji Berlin - Warszawa i Warszawa - Berlin...
Różnie się trafia. Zdarzyło się i tak, że salwowałam się ucieczką do innego wagonu udając, że wysiadam. W pociągach nie zawsze jest bezpiecznie, zwłaszcza późnym wieczorem.
Na szczęście wciąż istnieje świat poza komputerem. Coraz trudniej mi to było zauważyć, bo przy tym urządzeniu spędzamy coraz więcej czasu. W wielu przypadkach, w tym w moim, jakakolwiek czynność zawodowa wręcz nie jest bez niego możliwa. Czy pamiętamy jeszcze co tracimy?
W jakiś sposób internet odhumanizowuje drugą stronę "dyskusji". Staje się tylko drugą stroną monitora. To plus złudne poczucie anonimowości wyzwala reakcje, które w większości przypadków nie nastąpiłyby w realu (w każdym razie: taką mam nadzieję). Czy ktoś z Was wyobraża sobie kłótnię (z użyciem słów powszechnie uważanych za obelżywe) w przedziale między obcymi pasażerami np. o skarpetki do sandałów?
No właśnie...
Poza tym i tak zawsze wożę ze sobą książkę. Dobrze mieć jakąś alternatywę. Nie włączam za to laptopa - nie jest wielką sztuką zajrzeć współpasażerowi przez ramię i zobaczyć co ma na ekranie. Weźcie to pod uwagę, gdy będziecie chcieli popracować w pociągu. I nigdy, absolutnie nigdy i w żadnym wypadku nie podłączajcie służbowego sprzętu do darmowej sieci wi-fi (czasem bywa w pociągach). Dlaczego? Spójrzcie choćby tutaj. Nie był to pierwszy tego rodzaju eksperyment. I nie jest wielką sztuką taki czy inny przeprowadzić.
Przy okazji, polecam Wam ciekawy artykuł (po angielsku): badania naukowe dowiodły, że opowiadacz historii (gawędziarz? jak przetłumaczylibyście słowo: "storyteller"?) w społeczeństwie jest wart więcej niż ktokolwiek inny. Warto przeczytać, choć osobiście mam dziwne wrażenie, że wraz z rozwojem cywilizacji funkcja ta została zawłaszczona i sprofanowana przez polityków.
A na podróż pociągiem - jeśli ktoś się wybiera - polecam świetną książkę Kamili Shamsie "Sól i szafran".
Gdyby ktoś miał ochotę się wczuć: 10 godzin relaksującego, monotonnego dźwięku jadącego pociągu .