...czyli odwieczna rywalizacja w kontekście KAS

Niemniej, tak naprawdę, to sama izba po reorganizacjach składa się właściwie z odrębnych tworów: logistyki właśnie, księgowości, audytu, wsparcia zarządzania i reszty, tj. tego, co obejmują poszczególne komórki w urzędach. I wydaje mi się, że nic wielkiego by się nie stało, gdyby część przynajmniej tych pozostałych zadań była wykonywana w innym mieście. Nawiasem mówiąc, chodzi za mną bardzo długo już pomysł na tekst o centralizacji i jej długofalowych skutkach. Ale o tym innym razem. A wracając do tematu: problem niepewności co do lokalizacji istnieje jeszcze w kilku innych województwach. Na przykład w ostatnich dniach głośno jest na temat siedziby UCS (urząd celno skarbowy, który zastąpi urząd celny i urząd kontroli skarbowej) w podkarpackim. Rzeszów? Czy Przemyśl? Najpierw było: Przemyśl. Kilka dni temu: Rzeszów. A teraz znów na skarbowcach czytam, że Przemyśl.
Jeszcze mamy Bydgoszcz vs Toruń. Nie wiem, jak śląskie? Częstochowa coś będzie miała?
Lubuskie ma o tyle ciekawą sytuację, że dziś siedziba izby celnej jest w Rzepinie.
Czyli, jeśli chodzi o UCS trwa zgadywanie: Zielona Góra? Rzepin? Gorzów?
W moim osobistym odczuciu gromadzenie w takiej sytuacji wszystkich instytucji w jednym z dużych miast jest nie do przyjęcia. Nie tylko dlatego, że to zwyczajnie nie fair. (żeby nie wyrazić się inaczej). W tym zawodzie trzeba pamiętać, że istnieje coś takiego, jak znajomość lokalnego środowiska.
Podsumowując: może ujmę to tak:
gdyby chcieć zwizualizować teraz ludzi, których życie zależy od takich decyzji to wyobraźmy sobie, że właśnie w tej chwili (w zależności czy są np. w Rzeszowie czy w Przemyślu) pakują i rozpakowują na zmianę walizki (optymiści, którzy wierzą, że w najgorszym przypadku zostaną przeniesieni) lub tobołki (pesymiści). Żona (mąż) się wścieka, bo cały pokój zawalony gratami, chowanymi i wyciąganymi. Po podłodze walają się listy rzeczy do spakowania, dzieci ryczą w niebogłosy, bo tata spakował właśnie telewizor i komputer, pies ujada, kot uciekł, sąsiedzi walą w ściany, bo ten nieustanny hałas trwa już od dobrych kilku miesięcy. Wezwana przez sąsiadów policja próbuje wyważyć drzwi, bo jak pukają grzecznie to nikt ich nie słyszy - a za policją stoją pracownicy banku którzy chcą spytać o ewentualne zmiany sytuacji kredytowej.
Szanowni Decydenci, ileż tak można w tej niepewności?