...czyli pora na urlop

A wracając do lektury: po raz kolejny polecam Wam Pratchetta. Jeśli ktoś zna angielski, najlepiej w oryginale. Tłumaczenia Piotra Cholewy są ok, niemniej oryginał ma, jak to zazwyczaj bywa, klimat jedyny i niepowtarzalny. Od lat podziwiam nieodmiennie Sir Samuela Vimesa, który w Świecie Dysku stoi na straży prawa pilnując, żeby to prawo było jednakowe dla wszystkich. I robi to w takim stylu, że z każdą kolejną książką coraz głębiej zapadał mi w serce... Przecież my też mamy swoją zasadę bezstronności, prawda? Która wyraża się m. in. w
jednakowym traktowaniu wszystkich uczestników w prowadzonych sprawach administracyjnych i nieuleganiu przy tym jakimkolwiek naciskom.
Jest się od kogo uczyć ;) Nawet jeśli jest czasem ciężko i nawet jeśli niekoniecznie wszystkim się to podoba, to wg mnie warto postępować w zgodzie ze swoim sumieniem. Nie tylko dlatego, że
łaska pańska na pstrym koniu jeździ.
A gdyby wywodzić etykę z filozofii to najbardziej pasuje mi tu Immanuel Kant i jego:
Der gestirnte Himmel über mir und das moralische Gesetz in mir
Obie książki, które chcę Wam polecić mają już chyba polskie tłumaczenia. Jedna z nich to Snuff (gdzie bohaterem jest właśnie Vimes) a druga: "The Shepherd's Crown" (jej bohaterką jest młoda czarownica). Każda z tych książek to kolejna część pewnej serii, ale u Pratchetta nie trzeba ich czytać po kolei. Jednakże wcześniejsze są równie godne polecenia.
Ale żeby już nie przynudzać, a pokazać uniwersalny przykład równego traktowania opowiem Wam historyjkę, która spotkała moich znajomych. Otóż są oni właścicielami przepięknego berneńskiego psa pasterskiego. Są również właścicielami niewielkiego domku, w którym mają salon. W salonie stoją meble, w tym skórzany wypoczynek. Pies, jak to pieszczoch, próbował umościć się na wygodnej kanapie już pierwszego dnia po zakupie mebli i spotkał się z dość gwałtowną reakcją pani domu. Jeszcze tego samego wieczora jednak na naradzie rodzinnej uzgodniono, że aby psu nie było przykro, na tej kanapie nie będzie siadał również nikt z domowników (w żadnym z foteli od kompletu pies się nie mieścił, więc nie było problemu).
Ustalono więc pewną regułę i wszyscy posłusznie przez dłuższy czas jej przestrzegali.
Któregoś dnia państwo mieli gościa, który w dobrej wierze usiadł sobie na owej kanapie. Obecny przy tym był pies i nikt inny i pies zareagował adekwatnie do sytuacji: stanął przy gościu i zaczął ujadać, a następnie pobiegł po panią do kuchni i zwyczajnie naskarżył. Reguła brzmiała: nie wolno siadać na tej kanapie - i właśnie została złamana...
Nie opowiadam tej anegdoty bez powodu. Skoro nawet pies potrafi zrozumieć reguły i się do nich stosować, to ludzie potrafią tym bardziej. Ale warunek jest jeden:
reguły muszą być takie same dla wszystkich i przez wszystkich muszą być respektowane... A problem z tym jest tak samo stary jak najstarsze cywilizacje. Bez względu na kulturę, realia, organizację czy co tam jeszcze innego.
-------
Może potraktujcie ten tekst trochę z przymrużeniem oka. Wszak jestem na urlopie... nie muszę pisać na temat. Ani z sensem...