...o ogółach i szczegółach...

Wyobraźcie sobie puzzle - każdy kawałek osobno jest śliczny, kolorowy i trudno zgadnąć jak wygląda obrazek zanim się go nie złoży. Koordynator więc powinien ten obrazek złożyć - tj. wyciągnąć wnioski - z tego co dostał od "elementów" - ale i z tego, czego nie dostał, a co widzi. Powinien kojarzyć, odkryć co powoduje że relacje zależności są nie takie jak być powinny. Może się okazać, że ten obrazek złożony ze ślicznych, kolorowych puzzli przedstawia jakąś koszmarną scenę, głównie w czerwieni... Ale tutaj zdradzę Wam tajemicę: to nie jest możliwe. Tzn. nie jest możliwe w gorączkowej akcji, gdzie termin za chwilę, a sto innych spraw ma termin równie bliski. Nie jest możliwe, jeśli koordynator nie ma pojęcia co się dzieje stale w jednostce. Ale jest możliwe, jeśli oko koordynatora jest otwarte przez cały rok (nie, nie raz na kwartał - ma być na bieżąco...) i obraca się nieustannie w każdą stronę - i tu wracamy do analityków, bowiem koordynator powinien mieć wysokie umiejętności analityczne. Oczywiście, nie chodzi o to, żeby zdobywał informacje podsłuchując czy ingwilując kogokolwiek - chodzi o to, żeby zauważał co się dzieje w organizacji. Wszak lepiej zapobiegać niż leczyć. A dlaczego uważam, że przy faktycznej realizacji kontroli zarządczej niezbędny jest analityk? Tu polecam Wam tekst o tym, że informacja jest wyzwaniem XXI wieku. Wydaje się, że wszyscy to wiedzą - niemniej warto przeczytać, bo pada tam kilka stwierdzeń dla analityków oczywistych, ale wcale nie tak oczywistych dla osób, które z obszernymi analizami mają do czynienia sporadycznie.
Ocena na podstawie ankiety, w której do uwag ankietowanych w ramach wyjaśnienia padają odpowiedzi: "to nie jest sprawa mojej komórki" jak dla mnie świadczy o tym, że kontrola zarządcza nie działa. Bo ankietowany ocenia całość organizacji (tak jak człowiek z zewnątrz urząd); a jeśli taka odpowiedź pada to ktoś powinien się zastanowić czyja w takim razie to jest sprawa i rozwiązać problem zamiast przekładać go tylko z półki na półkę. Ponieważ - pomijając brak rozwiązania problemu - następną ankietę respondenci oleją, bo uznają, że szkoda ich czasu - i trudno im się dziwić.
Ale odczepiając się wreszcie od kontroli zarządczej wróćmy do ogółów i szczegółów. Obrazowo. Otóż dostałam dziś maila z kategorii spam - który mnie rozbawił. Otóż treść maila brzmi mniej więcej tak (ze pewnych względów nie będę cytować całego):
Witaj Aga,
Chce się z Tobą podzielić smutnym (lecz prawdziwym) faktem: "Według najnowszych badań, aż 60% kobiet jest niezadowolonych z rozmiarów męskości swojego partnera, wiele kobiet o tym nie mówi."
tu następują szczegóły oferty, które pominiemy, natomiast mail kończy się tak:
Mam nadzieje że dzięki mnie staniesz się prawdziwym facetem,
Pozdrawiam.
Sebastian K.
Ten mail pozwolę sobie przedstawić w roli przenośni. Bowiem chcę Wam pokazać, jak ważne są szczegóły. Ostatnio coraz częściej mówi się o data mining, big data, profilach, badaniach statystycznych itp. Tak, to są bardzo dobre narzędzia. Pozwalają wyłowić potencjalną grupę, np. odbiorców danego towaru (w przypadku stosowania ich w handlu czy reklamie) Ale... Ale nie można zdawać się na ślepo na same ich wyniki, bowiem wciąż nie są w 100% trafione. Ludzkie zachowania czy decyzje zależne są od szeregu różnych czynników których nie da się po prostu umieścić w żadnej bazie danych. Komputer nie rozumie człowieka, on tylko bada korelacje między dostępnymi mu danymi. I pomijając już wszystko inne - to człowiek tworzy bazy danych i on decyduje jakie dane w nich umieścić. I tu właśnie przechodzimy do bardzo ważnego aspektu: docenianie szczegółów. Polecam artykuł (po angielsku) ze strony bbc.com - Czego Sherlock Holmes nauczył nas o umyśle. Pozwolę sobie przetłumaczyć mały fragment:
Nawet najbardziej zaawansowana technologia nie jest w stanie zastąpić potęgi prostej obserwacji i racjonalnej dedukcji.
W przypadku tego maila nie mam wątpliwości, że na zdobytej skądś bazie adresów mailowych seryjnie puszczono spam jak leci, prawdopodobnie umieszczając w powitaniu to co w mailu jest przed małpą, tylko z dużej litery. I nikt się nie bawił w żadne analizy, chociaż można było zrobić to bardzo prosto. Wszak w Polsce mało które (o ile w ogóle, bo jakoś żadnego nie znalazłam) męskie imię kończy się na "a". I to właśnie jest taki szczegół, który można było wyeliminować prostą funkcją. Mówiłam, że będzie trochę abstrakcyjnie.
Baza danych - hurtownia czy inna - to narzędzie wspomagające kojarzenie. Powiedzmy - pozwala zawęzić próbę według zadanych kryteriów i badać korelacje. Część szczegółów - jeśli takie dane ma hurtownia - można umieścić w raporcie. Część jest dostrzegana tylko przez analityka, a nie przez komputer. Kiedyś, dawno temu popełniłam taki tekst o tym, co to właściwie znaczy "umiejętności analityczne" i nie będę się powtarzać - jeśli ktoś jest ciekawy, może zajrzeć TUTAJ.
A wracając do narzędzi: chciałabym zauważyć, że resort finansów już od wielu lat dysponuje dwiema hurtowniami danych, które mają spory potencjał - i które w mojej ocenie, powinno się rozwijać. Bo są dobre... Jestem ciekawa, ilu użytkowników korzysta z nich regularnie i w różnych obszarach, szczególnie z hurtowni SPR (WHTAX jest bardziej popularny). Możliwości są spore, myślę, że jeszcze nie wszystkie odkryłam, niemniej wytrwale wsiąkam z każdym dniem coraz bardziej. I nie wyobrażam sobie dzisiaj pracy bez którejkolwiek z nich.
I nie wiem sama dlaczego, ale ile razy czytam o planach na super- hiper systemy analityczne to przypomina mi się ten oto cytat:
-----------------------------------------------------------------------
*Kornel Makuszyński o pewnej cudownej, rogatej postaci